Dobry pasterz to nie menadżer

Finis coronat opus

10 maja 2014

W Niedzielę Dobrego Pasterza (11 maja br.) rozpoczyna się kolejny Światowy Tydzień Modlitw o powołania do kapłaństwa i życia zakonnego. Bardzo często w tym czasie odwołujemy się do pojęcia służby, ale słowo „służba” nie pada w kluczowym dla nas tekście w dziesiątym rozdziale Ewangelii według. św. Jana (por. J 10).

Pojęcie służby ma wiele znaczeń. Najczęściej mianem służby określamy prace wykonywane przez lekarzy, pielęgniarki, policjantów, żołnierzy i wolontariuszy. Mówiąc o powołaniu kapłańskim w przypowieści o dobrym pasterzu, Jezus odwołuje się do innego pojęcia. Swoją relację wobec swoich owiec określa przy pomocy pojęcia „własności”. Jezus mówi, że owce są Jego własnością, a pasterza opisuje jako właściciela i przeciwstawia najemnikowi.

Stary Testament często odwołuje się do pojęcia własności. W oczach Boga naród wybrany był jedynym, o którym Księga Powtórzonego Prawa mówi, że stał się „Jego szczególną własnością” (por. Pwt 7,6). Wyjątkowym i niepowtarzalnym jest sam człowiek. „Wiedzcie, że Pan jest Bogiem: On sam nas stworzył, my Jego własnością, jesteśmy Jego ludem, owcami Jego pastwiska” (Ps 100,3).

Święty Jan w Prologu do swojej Ewangelii podkreśla, że między Stwórcą i człowiekiem stworzonym na Jego obraz i podobieństwo istnieje specyficzna więź. Nabiera ona szczególnego znaczenia od momentu wcielenia, kiedy „Słowa stało się ciałem” (J 1, 14). Do opisania tego związku św. Jan używa pojęcia własności, pisząc o odwiecznym Słowie, że „przyszło do swojej własności” (J 1,11).

To pomaga nam lepiej zrozumieć przypowieść o zaginionej owcy (por Łk 15, 1-7). Każda owca jest niejako częścią samego Boga. Oddalając się od Niego, sprawia Mu ogromny ból. Bóg jako dobry pasterz nie czeka i wyrusza niezwłocznie w poszukiwanie swojej „własności”. Właściciel patrzy zawsze z innej perspektywy niż najemnik.

Dlaczego ta relacja oparta na pojęciu własności prywatnej, którą Jezus stosuje do opisania istoty  dobrego pasterza, jest dzisiaj przez teologów i kaznodziejów pomijana? Myślę, że bierze się to z błędnego zrozumienia kapitalizmu i utożsamiania go z systemem menadżerskim. W pewnym sensie są oni usprawiedliwieni, gdyż kapitalizm dzisiaj nie istnieje w realnym świecie i nawet jako konstrukcja myślowa został wyparty z wydziałów ekonomicznych na mainstreamowych uniwersytetach.

W gospodarce wolnorynkowej opartej na poszanowaniu własności prywatnej, gdyż to należy do jej istoty, to nie menadżer, a przedsiębiorca określa kierunki alokacji czynników produkcji do różnych branż produkcji. Tylko on może to uczynić, gdyż jest właścicielem majątku i zarządza nim na własny rachunek, ponosząc ryzyko. Menadżer, kierując się własną finansową korzyścią,  pełni tylko funkcję pomocnika przedsiębiorców i nie ponosi żadnego ryzyka poza utratą pracy.

Przedsiębiorca sam ostatecznie decyduje o swojej firmie. To on wynajduje na rynku menadżerów   i wynajmuje ich na własne ryzyko. Zysk lub strata są wynikiem jego decyzji. Menadżer nie ponosi nigdy bezpośrednio odpowiedzialności za straty. Straty dotykają tylko właścicieli kapitału zaangażowanego w dane przedsięwzięcie. Tylko przedsiębiorca ryzykuje swoim majątkiem i to odróżnia go od menadżera.

Inaczej jest w gospodarce centralnie planowanej lub w gospodarce, gdzie część przedsiębiorstw jest własnością rządu i jest przez rząd zarządzana. Menadżer, któremu centralny planista lub rząd powierza zarządzanie społecznym majątkiem, nie ryzykuje własnym bogactwem. Jego spekulacje ograniczają się co najwyżej do ryzykowania cudzych pieniędzy. Menadżer nigdy osobiście nie odczuje konsekwencji za poniesione straty. Jest to dokładnie to, co Jezus miał na myśli, kiedy mówił, że „najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach” (J 10,13).

Własności prywatna jest  nieodzownym elementem racjonalnej kalkulacji ekonomicznej. Jest ona konieczna do powstania cen, bez których nie może funkcjonować wolnorynkowy mechanizm zysk i strat. Uczestnik rynku pozbawiony tych informacji nie ma możliwości oceny alternatywnych kosztów swoich decyzji. Obalenie własności prywatnej, jak trafnie zauważył to Ludwig von Mises (+1973) w swoim słynnym eseju „Kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie” (1921), prowadzi ostatecznie do eliminacji ekonomicznej kalkulacji, a to oznacza ko­niec wszelkiej ekonomicznej racjonalności.

Dzisiaj w świecie zdominowanym przez państwowy interwencjonizm, w którym nie ma szacunku dla cudzej własności, nie jest łatwo zrozumieć przypowieść o dobrym pasterzu. Kategorie strat i zysku należą do uniwersalnych kategorii ludzkiego działania. To dlatego również dla dobrego pasterza własność prywatna jest punktem odniesienia dla jego „ekonomicznej” kalkulacji w Bożej ekonomi zbawienia. Zwróćmy uwagę na to co mówi Jezus w przypowieści o dobrym pasterzu: „Dobry pasterz daje życie swoje za owce” (J 10,11). Życie jest Bożym darem, ale życie dobrego pasterza jest również jego własnością. Każdy ma prawo do prywatnego posiadania własnego ciała, czyli do samo-posiadania. Dobry pasterz może to życie ofiarować za powierzone sobie owce. Ale czy może ofiarować coś, czego nie posiada? Jezus nie mówi, że dobry pasterz straci swoje życie. On ma je ofiarować świadomie i dobrowolnie. Ta ofiara jest wyznacznikiem bycia dobrym pasterzem.  II Sobór Watykański przypomina, że dysponowanie przez człowieka własnością jest niejako przedłużeniem jego ludzkiej wolności (por. Gaudium et spe 71).

Dobry pasterz nie jest menadżerem. Jest właścicielem. Szkoda, że własność prywatna jest ciągle dzisiaj postrzegana jako coś nie do końca dobrego z etycznego punktu widzenia, którą należy ograniczać i kontrolować przez osoby trzecie, a do tego jest często redukowana wyłącznie do materialnego wymiaru. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top