Z o. Karolem Gajerem SVD, proboszczem parafii Najświętszego Zbawiciela w Huara na północy Chile rozmawia o. Jacek Gniadek SVD
- Jaka była Twoja pierwsza myśl, kiedy zostałeś poproszony przez prowincjała o wyjazd na północ Chile?
Byłem już wiele lat na południu w nowej parafii w Osorno. Razem z o. Adamem Ługowskim SVD zbudowaliśmy nowy kościół, kaplice, salki katechetyczne, biuro, toalety. Był rok 2021. Pewnego dnia przyjechał prowincjał i mówi mi, że biskup w Iquique prosi o kogoś, aby zaopiekował się o. Erykiem (Erich Gauer SVD), naszym starszym współbratem z Austrii, który pracował samotnie na pustyni.
- Nie było ci żal opuszczać południe Chile po 15 latach?
Było to wyzwanie, ale w sumie spodziewałem się, że po siedmiu latach w Osorno będzie czas na zmianę. Południe Chile jest zielone. Są jeziora, rzeki, krowy, sady, jagody i orzechy. Dużo deszczu, a na północy słońce, pustynia i nigdy nie pada. Miałem okazję poznać północ kraju rok po przylocie do Chile w 2007 roku. Odwiedziłem wtedy o. Eryka w Huara a w Iquique br. Paula Odena SVD z Niemiec, który pracował z dziećmi z ulicy. Muszę powiedzieć, że mi się spodobało. Słońce, pustynia i ta mieszanka ludzi z Peru i Boliwii. A dzisiaj jeszcze z Wenezueli i Kolumbii. Dostałem miesiąc na spakowanie się i wyjazd na północ do miejscowości na pustyni oddalonej od Osorno o 2700 kilometrów.
- Na północy byłeś wcześniej tylko raz?
Tak. Pojechałem z o. Adamem. Dwa dni byliśmy u o. Eryka. Pojechaliśmy z nim jego samochodem w góry do miejscowości, gdzie odwiedzał wspólnoty i dojeżdżał z Mszą świętą. Dużo nam opowiadał o swojej pracy. Chile nie było wtedy rozwinięte tak jak dzisiaj. Nie było dobrych dróg. Huara było opuszczone i zaniedbane. Huara w 2007 r. i w 2021 r. to dwie różne miejscowości.
- Widzę w Huara duży, drewniany kościół. Kiedyś musiała to być prężna parafia i musiało być więcej ludzi.
Tak, tutaj trzeba wrócić do historii, do przełomu XX/XXI wieku. Huara powstało dzięki kopalniom saletry, znanej jako „białe złoto”, która była eksportowana na cały świat, nawet do Polski. Powstała tu kolej. W tamtym czasie było tu ok. 10 tys. mieszkańców. Jedna z kopalń podarowała teren pod budowę przy dworcu kolejowym i powstał kościół. Pierwszymi misjonarzami byli redemptoryści z Belgii. Parafia powstała w 1912 roku. Tereny te wcześniej należały do Peru. Redemptoryści popadli w konflikt z władzami chilijskimi, ponieważ wstawiali się za lokalną ludnością, która czuła się Peruwiańczykami. Po nich przyjechali franciszkanie i rozbudowali parafię. Powstał klasztor i szkoła. Tworzyły się wspólnoty katolickie w górach, na wybrzeżu i w osadach przy kopalniach. W latach 50. XX w. pozamykano kopalnie, a miejscowości górnicze stały się opuszczonymi „duchami” pustyni. Część ludzi pozostała. Przez wiele lat mieszkał tutaj franciszkanin o. Remigio pochodzący z Belgii, ale później parafia pozostała bez księdza.
- Jak to się stało, że o. Eryk, który pracował na południu, trafił do Huara?
Miejscowy biskup szukał księży i o. Eryk się zgłosił. Werbiści na południu prowadzili szkoły i parafie, a on szukał misyjnej pracy na peryferiach. W ten sposób w 1987 r. o. Eryk trafił do opuszczonej i zniszczonej parafii w Pisagua na wybrzeżu, oddalonej o ok. 100 km od Huara. Później przeniósł się do Huara, które jest większą miejscowością położoną przy głównej drodze i stąd jest lepszy dojazd do innych kaplic. Po zamknięciu kopalni była tutaj wielka bieda. Zobaczył to wszystko i został.
- Ile czasu spędziłeś z o. Erykiem?
Rok. O. Eryk zmarł w 2022 roku. Jego grób znajduje się na cmentarzu Świętej Trójcy na pustyni przy drodze k. Pisagua.
- Po śmierci o. Eryka zostałeś proboszczem. Widzę tu na Twojej misji mnóstwo dobrych narzędzi, o jakich w Zambii mógłbym tylko pomarzyć.
O. Gauer, gdy zmarł, miał 89 lat. Nie miał już sił, aby kontynuować prace remontowe. Podczas jego pobytu w Huara były dwa trzęsienia ziemi, w 2005 i 2014 roku. Wieża kościelna przechyliła się i spadła na ziemię. Jedna ściana w kościele była uszkodzona. Zniszczona dość mocno została także część mieszkalna. W kościele były gniazda gołębi. Warunki były bardzo ciężkie. Po śmierci o. Eryka zabrałem się za pracę duszpasterską. Mamy tu nie tylko kościół w Huara i Pisagua, ale także kaplice dojazdowe w górach: Suka, Miñimiñe, Miñita, Cuanalla, Corsa, Ariquilda, Soga Bajo, Soga, el Aroma. Są też dwie zaludnione doliny, Tana i Tiliviche. Musiałem zabrać się za remonty i to pochłania na razie dużo czasu. Robię prawie wszystko sam, gdyż praca w Chile jest droga. Dlatego kupuję narzędzia.
- Widzę, że remontujesz salki katechetyczne i pokoje gościnne.
Tutaj był kiedyś dom zakonny, plebania, pokoje gościnne i salki katechetyczne. Wszystko razem, a w środku duży korytarz. Całość połączona z kościołem. Wszystko z drewna. W 1951 r. o. Alberto Hurtado SJ, chilijski święty, prowadził tu rekolekcje dla oblatów i księży diecezjalnych. W planach mam stworzenie w tym miejscu domu rekolekcyjnego na pustyni. Pomimo remontu kilka grup przyjechało tu już na swoje rekolekcje z Iquique z o. Jackiem (uśmiech).
- Do kościoła przychodzi garstka ludzi. Jaki masz plan, aby to wszystko zmienić?
Sekularyzacja w Chile przybiera na sile. To jest rzeczywistość, w której tu żyjemy. Kiedyś była tutaj prężna parafia, ale teraz jest mniej ludzi. Parafia leży przy la carretera Panamericana (Droga Panamerykańska), która prowadzi do Arica przy granicy z Peru i do Colchane przy granicy z Boliwią. Ta miejscowość rozwija się powoli i ma swój potencjał. Mam już w końcu wyremontowane salki katechetyczne. Muszę je tylko pomalować. Zrobię to w tym tygodniu. Chilijczycy dzisiaj potrzebują miejsc o dobrym standardzie, spełniających warunki bezpieczeństwa. Katecheci świeccy muszą przejść kurs przygotowujący do bezpiecznej pracy z dziećmi i młodzieżą. To wszystko wymaga czasu, przygotowań i cierpliwości.
- Mówiłeś, że w przyszłym tygodniu ruszasz z katechezą. Ile dzieci przyjdzie?
Trzeba być realistą. Grupa będzie składać się z trojga do sześciorga dzieci. W Chile mamy poważny kryzys demograficzny. Społeczeństwo się starzeje. Katecheza jest ważna, gdyż nie ma religii w szkołach publicznych, a tylko taka jest w Huara. Potrzebna jest także katecheza dla dorosłych. Był tu kiedyś bardzo dobry program katechezy rodzinnej, który trwał dwa lata. Teraz skrócono go do jednego roku, ponieważ Chilijczycy są pochłonięci pracą i nie mają czasu na formację. W Chile żyje się coraz lepiej i Chilijczycy stali się materialistami.
- Ostatnie pytanie na zakończenie naszej rozmowy. Jesteś już w Chile 20 lat, a w Huara już piąty rok. Co dalej?
Kiedyś niemieccy misjonarze na południu byli na jednej misji całe życie. Teraz nasz styl pracy uległ zmianie. Mniej więcej co sześć lat zmieniamy placówki. Pewnego dnia nowy prowincjał przyjedzie na rozmowę także do Huara. Jestem gotowy na zmianę i na nowe wyzwania.
————-
Misjonarz nr 12/2025, str. 12-13.
Zdjęcie u góry: o. Karol Gajer SVD w Huara. Fot. Jacek Gniadek SVD.
Zdjęcia poniżej: Kaplica i procesja w Miñimiñe oraz kościół w Huara. Fot. Jacek Gniadek SVD.






