30 kwietnia przypada 20. rocznica śmierci ojca Mariana Żelazka SVD, polskiego werbisty, który przez 50 lat swojego życia pełnił posługę misjonarską w Indiach. Był człowiekiem dialogu, ponieważ dla misjonarza świat nie jest miejscem wrogim ani pustym – w każdej kulturze, religii i w każdym człowieku dostrzegał ukryte ziarna Słowa Bożego.
Ewangelia o Samarytance przy studni, przypadająca w roku A na trzecią niedzielę Wielkiego Postu, stanowi dla werbistów tekst-paradygmat, klucz do zrozumienia profetycznego dialogu. Studnia to miejsce codzienności, gdzie sacrum przenika się z profanum. Misjonarz, na wzór Chrystusa, powinien tam być obecny: słuchać, być, dzielić się Dobrą Nowiną w postawie dialogicznej, a nie monologu.
W tym roku, przygotowując homilię, dzień wcześniej wróciłem do tej ewangelicznej sceny w serialu „The Chosen” i zobaczyłem ją po raz kolejny w moim życiu. Ta rozmowa wryła mi się w pamięć tak głęboko, że ilekroć teraz czytam ten fragment, natychmiast ją widzę. Jezus prosi Samarytankę o wodę, sięgając po jej naczynie – gest, który dla ortodoksyjnego Żyda oznaczałby zaciągnięcie nieczystości rytualnej. Po słowach Jezusa „Daj mi pić!”, kobieta, zaskoczona, pyta: „Jakże Ty, Żyd, prosisz o wodę mnie, Samarytankę – i to kobietę?”. A On spokojnie odpowiada: „Przepraszam, powinienem był poprosić”.
Następnego dnia, podczas mszy świętej w kościele, gdy czytałem Ewangelię na głos, przy tych słowach zatrzymałem się i w duchu szepnąłem: „Lo siento” (hiszp. przepraszam). Ojciec Marian Żelazek SVD zwykł powtarzać: „Nietrudno jest być dobrym, wystarczy tylko chcieć”. Dorzuciłbym jeszcze grzeczność i pokorę. To one – razem – otwierają ludzkie serca.
W czasach biblijnych studnia była na pustynnym Bliskim Wschodzie naturalnym miejscem spotkań, rozmów i budowania relacji. Dla Ojca Mariana taką „studnią” stał się rower – jego ulubiony środek komunikacji. Dzięki niemu mógł pokonywać zalane drogi w dżungli, docierać do wiosek i kaplic, ale przede wszystkim – zbliżać się do ludzi, jak sam o tym wspominał.
Koncepcja profetycznego dialogu została oficjalnie przyjęta jako fundament werbistowskiej misji na XV Kapitule Generalnej w 2000 roku. Zakłada ona głoszenie Ewangelii w postawie pokornego słuchania, otwartości na drugiego człowieka oraz odważnego wskazywania prawdy.
Ojciec Marian żył tą postawą już pół wieku wcześniej. Po przyjeździe do Indii w 1950 roku rozpoczął pracę wśród rdzennej ludności w stanie Odisha. W kraju, w którym chrześcijanie stanowili maleńką mniejszość, w duszpasterstwie stawiał na katechizację i budowanie małych wspólnot chrześcijańskich. Zakładał i prowadził szkoły. Dzięki jego zaangażowaniu setki młodych ludzi otrzymały szansę na edukację i lepsze życie. Później przeniósł się do Puri, świętego miasta hinduizmu, gdzie rozpoczął posługę wśród trędowatych. Zaczął od najprostszych gestów: obmywał rany, mył stopy. Hinduiści omijali trędowatych szerokim łukiem. Ojciec Marian mówił: „Moje drzwi są zawsze otwarte”.
Rozmyślając nad czwartym rozdziałem Ewangelii według św. Jana, wróciłem myślą do naszych dawnych werbistowskich dyskusji o profetycznym dialogu – tych z czasów, gdy sama koncepcja dopiero się rodziła. Chyba trochę nadużywaliśmy wtedy słowa „dialog”. Jezus, Żyd, rozmawia z Samarytanką – ignoruje bariery etniczne, religijne i płciowe. To nazywaliśmy „dialogiem z kulturami”. Przyznaje się do zmęczenia i pragnienia – staje na równi z wykluczoną kobietą. To nazywaliśmy „dialogiem z kulturami”. Przy pomocy słowa dialog nie można jednak opisać całej sceny, która kończy się słowami, które moglibyśmy uważać za nieważną dygresję.
Jezus mówi do uczniów: „Podnieście oczy i popatrzcie na pola – jak się bielą na żniwo”. Apostołowie patrzą na zbliżających się Samarytan i widzą „nieczystych”, których lepiej ominąć, przechodząc szybko przez ich ziemię w drodze do Galilei. Jezus patrzy na to samo miasto i widzi pole dusz – dojrzałe, białe, gotowe do żniwa. Ziarno zostało zasiane dawno temu – przez Mojżesza, przez proroków, przez Pisma, które Samarytanie zachowali. Trwali w nadziei na Mesjasza. Brakowało im tylko pełni prawdy. Jezus przynosi im wodę żywą i pokarm na życie wieczne. Wielu Samarytan uwierzyło. Żniwo się zaczyna.
A wszystko zaczęło się od jednego pokornego słowa: „Przepraszam”. Dobroć, grzeczność i pokora zawsze się opłacają. Jeden sieje, drugi zbiera.
————–
Komunikaty SVD, kwiecień 2026, str. 20-21
Fot. Pierwsze lata o. Mariana pracy w kolonii trędowatych w Puri. Fot. Archiwum SVD
