Kościół jutra

Nie znamy przyszłości. Możemy co najwyżej o niej spekulować, ale uczeń Chrystusa powinien od tego się dystansować i w przyszłość spoglądać z wiarą i nadzieją. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny (Mt 25, 13). Chrześcijanie nie są skazani na spiskowe teorie dziejów. Zamiast tego, mogą i wręcz powinni się kierować tym, co z woli Bożej spływa do nas za pośrednictwem objawień.

Matka Boża w 1917 roku w Fatimie zapowiedziała wiele wydarzeń, które potem się spełniły. Dała nam też wskazówkę, pewien drogowskaz, który mówi, w jaki sposób Bóg potrafi wyprowadzić człowieka ze zła w stronę dobra. Nie oznacza to oczywiście, że zło przestanie być złem. Problem leży gdzie indziej. Czytając komentatorów współczesnych wydarzeń w Kościele, odnoszę wrażenie, że piszą tak, jakby Bóg ten świat stworzył, ale już się nim dalej nie interesował.

W marcu 2013 roku Franciszek został wybrany na Stolicę Piotrową. Jest pierwszym papieżem, który ma w swoim herbie monogram IHS symbolizujący imię Jezusa. Nie ma już Jana Pawła II z nami w Watykanie. Po jego śmierci tłum zgromadzony pod Bazyliką św. Piotra krzyczał Santo subito! Jego następca, Benedykt XVI, wyniósł go na ołtarze, a później został emerytowanym papieżem z własnego wyboru. Wszelkie spekulacje na temat jego rezygnacji nie wnoszą niczego nowego. Jest to już przeszłość, którą zajmują do spisu treści się historycy. Uczeń Chrystusa odróżnia kronos, czyli czas zwykły, nad którym czuwa Opatrzność rządząca całym światem, i kairos, czyli chwilę, w której Bóg interweniuje w jego życiu. Takie chwile zmieniają nie tylko życie jednostki, ale mogą zmienić losy świata.

Dzisiejszy Kościół katolicki, obecny na wszystkich kontynentach, jest owocem chrześcijaństwa, które ukształtowało się w tyglu Europy, między Jerozolimą, Atenami i Rzymem. Nie jest to bynajmniej kwestia przypadku i stało się tak za sprawą zagadkowego zamysłu Bożego. Przez prawie półtora tysiąca lat ziarno Ewangelii swoje korzenie zapuściło w Europie i Afryce Północnej, gdzie rozwijało się bardzo dynamicznie. W 220 r. na terenach północnej Afryki wylicza się już około stu biskupstw, a do V w. liczba ta wzrosła do 300-350. Nie ma po nich dzisiaj śladu. Dzisiaj Kościół przenosi się do Azji. Pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku grupa 20 misjonarzy z Pieniężna na zaproszenie indonezyjskiego rządu wyjechała do Indonezji, największego muzułmańskiego kraju na świecie. Dzisiaj ponad tysiąc werbistów pochodzi z kraju tysięcy wysp.

Misjonarze werbiści, którzy wyjechali do Indonezji, wierzyli, że Kościół musi się nieustannie odnawiać, by głosić Ewangelię w sposób zrozumiały dla ludzi, do których jest posłany. Dzisiaj zgromadzenia misyjne w Polsce przeżywają spadek powołań misyjnych, ale werbiści z Indonezji przyjeżdżają do Polski. Tu studiują i pracują. Są potrzebni, by przypomnieć katolikom nad Wisłą, że w Kościele jest szczególne miejsce na powołania misyjne na całe życie. Jan Paweł II podkreślał, że mówienie, że wszyscy katolicy winni być misjonarzami, nie wyklucza, a nawet wymaga, by istnieli misjonarze ad gentes „na całe życie” (Redemptoris misssio, 32). Kościół jest żywy tak długo, jak długo jest misyjny, bo kiedy Kościół przestaje być misyjny, to znaczy, że obumiera.

Uczeń Chrystusa nie narzeka na czasy, w których żyje. Każda epoka ma swoje problemy. Dzisiaj poważnym wyzwaniem dla Kościoła jest ideologia LGBT, która jest zgubna dla społeczeństwa i podkopuje fundamenty rodziny. To, co się teraz dzieje, to ciąg dalszy socjalistycznej rewolucji. Na kraj, z którego ona wyjdzie, wskazała właśnie Maryja w 1917 roku, przestrzegając, iż Rosja rozpowszechni swoje błędy po całym świecie. Na ziemiach ówczesnego caratu rewolucja ta wybrzmiała w najbardziej radykalnej postaci – totalitarnego komunizmu.

Ktoś mógłby powiedzieć, że od trzech dekad Związku Sowieckiego już nie ma, więc i problem rewolucji zanikł. Ale jest zgoła inaczej – wskazane w fatimskim przesłaniu „błędy Rosji” wciąż krążą i znajdują posłuch w kolejnych krajach. Oczywiście, nie stałoby się tak, gdyby nie nieśli tych błędów ludzie, często także chrześcijanie. Czy nie jest tak, że często sami tej rewolucji pomagamy, rezygnując m.in. z podtrzymywania tradycyjnej nauki o własności prywatnej? Kościół dzisiaj zwraca uwagę tylko na wolność duchową, ale dobra wspólnego nie da się zbudować z ludźmi, którzy wyznają inny światopogląd. Jak zatem chronić się przed zgubnymi prądami? Najlepszą ochroną przed niepożądaną ideologią w szkole jest szkoła prywatna. Abp Fulton J. Sheen (+1979) trafnie zauważył, że człowiek ma dwie gwarancje wolności: ekonomiczną i duchową. Najlepszą gwarancją ekonomiczną jest własność prywatna, dająca przestrzeń, a nawet gwarancję nauczania zgodnego z tym, co wyznajemy jako katolicy.

Z dużą łatwością dostrzegamy dzisiaj wokół siebie zło i ohydę, a nie mamy wystarczająco siły, by przyjrzeć się samym sobie i odpowiedzieć na pytanie, skąd w nas tyle lęku i złości. Zmianę trzeba zacząć od siebie samego. Chrystus zalecał nieustanną korektę sposobu rozumowania, aby nie pozwolić, by świat nas zmieniał. To uczeń Chrystusa ma wpływać na świat, a nie świat na niego. Jako członkowie Kościoła katolickiego mamy dostęp do pełni środków zbawienia. Powstaje tylko pytanie, czy świat to dostrzega. Kościół zawsze potrzebuje reformy, ale nie zawsze jest ona podejmowana. Takie oczyszczenie wymaga starannego odróżnienia w Kościele tego co Boskie i niezmienne od tego co jest w nim ludzkie, a nierzadko słabe, niedoskonałe i po prostu grzeszne.

Tylko wewnętrzna przemiana chrześcijan jest w stanie zmienić bieg historii Kościoła. Kościół nie rozwija się nigdy przez prozelityzm, ale „przez przyciąganie”, jak napisał Benedykt XVI. Papież Franciszek często powtarza, że ewangelizacja to nie dążenie do pozyskania nowych wyznawców siłą bez szacunku, miłości, dialogu czy prawdy. Prozelityzm wśród chrześcijan jest w istocie grzechem ciężkim, ponieważ sprzeciwia się samemu procesowi, dzięki któremu człowiek staje się chrześcijaninem i nim zostaje. Ewangelizacja nie polega na tym, że zmusimy kogoś, by grał w naszej drużynie, lecz na przyciąganiu i dawaniu świadectwa o Chrystusie.

Żyjemy dzisiaj niewątpliwie w czasach głębokich przemian w Kościele katolickim. Dochodzi do sporów i konfliktów. Tak było także w pierwotnym Kościele i w konsekwencji doszło do podziału na dwa przeciwstawne obozy. Pierwszy, składający się z chrześcijan wywodzących się z judaizmu, podkreślał konieczność obrzezania pogan, a drugi twierdził, że poganie, którzy przyjmą chrzest, nie mają już obowiązku poddawać się obrzezaniu. Doprowadziło to do zwołania pierwszego w historii Kościoła soboru. Dzisiaj też mamy podział na obozy, który dla wielu ludzi może wydawać się niezrozumiały. Co wiemy na pewno? Że chrześcijanie w każdej epoce są wezwani do przejścia ponad nimi i odkrycia głębszej jedności w Chrystusie. Dlatego potrzeba nam modlitwy. Modlitwy za papieża Franciszka, za cały Kościół, za nowe powołania kapłańskie.

Sobór Jerozolimski (ok. 49 r.) zwołany dla rozstrzygnięcia sporu pokazał, że dialog jest zawsze znakomitym narzędziem budowania wzajemnej miłości i pokoju. Ten duch dialogu i modlitwy jest również potrzebny dzisiaj. Święty Arnold Janssen (+1909), założyciel Zgromadzenia Słowa Bożego, zwykł mawiać: „Pan rzuca wyzwanie naszej wierze, byśmy zrobili coś nowego dokładnie wtedy, kiedy tak wiele rzeczy w Kościele zaczyna się rozpadać”. Dlatego warto na ten kryzys patrzeć nie jak na początek końca, lecz bardziej jak na czas próby, w którym to nasza modlitwa i wierność Kościołowi może pozwolić go odnowić i umocnić w Bożym dziele prowadzenia dusz ku zbawieniu.

———————————-

Tekst pochodzi z e-booka „Światło Fatimy. W oczekiwaniu na tryumf Niepokalanego Serca Maryi”, którego wydawca jest Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi, Krakow 2020 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top