Nasi imigranci i uchodźcy

Nabożeństwo „Umrzeć z nadziei” było odprawione w wielu miejscach w Polsce. Sam byłem w Warszawie i modliłem się obok kard. Nycza. Abp Gądecki i Wpólnota Sant’Egidio modliła się w Poznaniu. Na zdjęciach widzimy ludzi z Afryki i krajów Maghrebu. Nazwiska ludzi, którzy potonęli w Morzu Śródziemnym, są afrykańskie i arabskie. Oczywiście możemy się za nich zawsze modlić, ale nasze problemy w Polsce są zupełnie inne i nie widzę, by hierarchowie angażowali swoją energię w ich rozwiązanie, a ich skala nie jest wcale mniejsza od tych w Europie Zachodniej.

Myślę, że najwyższy czas zauważyć, że w naszym kraju są już uchodźcy i migranci. Przyjeżdżają ci, którzy chcą. Najwięcej jest z Ukrainy. Dlaczego milion Ukraińców nie pojechało do Francji czy do Włoch? Ponieważ jest za daleko i prawdopodobnie wolą być u nas. Kultura i język podobny. A przede wszystkim bliżej do domu. Można w każdej chwili wrócić. Prawdziwy uchodźca chce wrócić do domu jak najszybciej. Do Włoch i Francji przedostają się ci, którzy z Afryki uciekają przez Libię. To dla nich najkrótsza droga. Jest podobny klimat. Włosi i Francuzi mają od wieków kontakt z Północną Afryką. To są ich naturalni sąsiedzi.

Ale w Polsce są nie tylko imigranci z Ukrainy. Mamy także tysiące Wietnamczyków. Na zdjęciach ilustrujących nabożeństwo „Umrzeć z nadziei” brakuje mi młodych chłopaków z ośrodków strzeżonych, którzy przejechali z Wietnamu bez dokumentów i zostali złapani na granicy. A chcieli tylko pracować i lepiej żyć z pracy własnych rąk. Teraz grozi im deportacja. Dlaczego abp Gądecki i kard. Nycz ani razu jeszcze o nich nie wspomniał? W Wietnamie jest dzisiaj lepiej, ale daleko jeszcze do prawdziwej wolności religijnej. Czy oni nie umierają z nadziei, by lepiej żyć?

Najwyższy czas zauważyć, że Polacy pomagali i pomagają imigrantom i uchodźcom. Nigdy nie miałem problemu, by znaleźć wolontariuszy do nauki języka polskiego w werbistowskim Centrum Migranta Fu Shnefu. Kiedyś spotkałem na konferencji dwóch biskupów, którzy zabierali głos w sprawie uchodźców i narzekali, że w Kościele polskim nic się nie robi, ale nie mieli pojęcia o tym, że na Pradze w Warszawie od 12 lat działa Centrum Migranta, które pomaga imigrantom. Wolontariusze z centrum uczą Wietnamczyków polskiego w Wólce Kosowskiej. W Warszawie są dwie kaplice dla Wietnamczyków? Czy biskupi wiedzą o tym? To są nasze problemy i nasi imigranci.

Czy abp Gądecki i kard. Nycz modlił się za młodą muzułmankę, która ma problem z małżeństwem w Polsce i nie może wrócić do siebie, ponieważ wyszła za mąż za chrześcijanina? Czy wiedzą o Chińczyku, który ze strachem przekroczył granicę bez właściwych dokumentów, by wrócić do Chin, ponieważ syn wpadł mu pod samochód? Czy słyszeli o młodym Wietnamczyku, który chciał pracować w wietnamskim barze w Polsce, przekroczył nielegalnie granice i siedzi teraz w areszcie? Czy biskupi wiedzą, że nielegalni migranci w Warszawie nie idą do Kościoła w niedzielę, ponieważ boją się, że zostaną złapani przez Straż Graniczną? Albo młody Ukrainiec, który od roku jest w polskiej szkole i czeka go teraz matura z polskiego. Ma strach w oczach. Tu nie wystarczy tylko znajomość języka. Tu potrzeba jeszcze znajomość polskiej literatury. I znajduje się polski wolontariusz, który pomaga mu przygotować się do matury. Znajduje się wolontariusz, który pomaga muzułmance załatwić sprawy w sądzie. Znajduje się dobry człowiek, który pomaga Chińczykowi na granicy. Są dobrzy ludzie, którzy pomagają Wietnamczykowi w ośrodku strzeżonym.

To wszystko dzieje się w Polsce. My modlimy się za problemy Włochów i Francuzów, a oni nawet nie wiedzą, że na Ukrainie jest wojna i ponad milion Ukraińców przyjechało do Polski. Byłem w tym roku we Francji i wiem, co piszę. Przeciętny Francuz wie, że Polak nie lubi uchodźców, a gdy słyszy, że jest u nas ponad milion Ukraińców, to ze zdziwienia otwiera oczy. Jest październik. Może niech każdy biskup zaprosi wiernych na modlitwę różańcową za uchodźców i imigrantów, którzy są już w naszym kraju. Niech będzie to ten sam dzień w każdej katedrze w Polsce. Różaniec w intencji imigrantów, którzy są w Polsce i żyją obok nas. Byłby to dobry sposób, by pokazać papieżowi Franciszkowi i innym w Europie, że mamy swój problem związany z kryzysem migracyjnym i rozwiązujemy go po swojemu, nie zwalając naszych problemów na sąsiadów.

„Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie”. To dzieje się w Polsce, ale nie wszyscy o tym wiedzą.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *