Nie wszyscy muszą czytać takie same lektury

Kilkanaście  dni temu prezydent Donald Trump przypomniał, że prawo wyboru szkoły przez rodziców jest prawem człowieka. Jest to właściwe rozwinięcie pierwszej generacji praw człowieka. W Polsce na przeszkodzie stoi Ministerstwo Edukacji. Są co prawda szkoły prywatne i edukacja domowa, ale jest narzucona jedna wspólna podstawa programowa i wszyscy płacą podatek na szkoły państwowe, więc ci, co nie posyłają dzieci do szkół państwowych, płacą podwójnie.

Następnego dnia w Kościele czytana była Ewangelia według św. Mateusza o powołaniu 12 apostołów (Mt 9, 36 -10, 8). Jezus wybrał uczniów o skrajnie rożnych charakterach i różnej przeszłości. Nie wszyscy byli rybakami. Był wśród nich były partyzant, celnik, sceptyk i mistyk. Jeden okazał się być oszustem. Jedność w Kościele nie jest jednością w jednolitości, ale w różnorodności.

Opłaca się być odmiennym. Wielki angielski ekonomista David Ricardo wykazał, że różnice są źródłem okazji prowadzenia wzajemnie korzystnego handlu nawet wtedy, jeżeli jedna ze stron jest w każdej dziedzinie lepsza. Chirurg bez pielęgniarek i anestezjologa nie przeprowadziłby operacji. Jego komparatywna przewaga dotyczy diagnozy i zabiegu, ale pozostaje jeszcze jeden istotny element. Wszystkie te czynności muszą być przeprowadzone w tym samym czasie.

Jesteśmy z natury różni. Tak świat został stworzony przez Boga. Życie zbiorowe wymaga różnych uzdolnień i talentów. Te różnice skłaniają ludzi do współpracy. Dzięki współpracy ludzie są w stanie osiągnąć nie tylko to, czego nie potrafiliby zrobić sami, ale taka praca staje się również bardziej opłacalna. Podział daje też możliwości dalszego rozwoju indywidualnych talentów.

Istnieje odwieczna pokusa, by zacierać różnice między ludźmi. To dlatego mundurek Mao stał się strojem powszechnie noszonym przez Chińczyków w okresie rewolucji kulturalnej. Dzisiaj podobne cele realizuję się za pomocą państwa opiekuńczego i polityki wyrównywania nierówności społecznych. Istotnym narzędziem w realizowaniu tego projektu jest państwowa edukacja.

Zwolennicy katechezy twierdzą, że w naszej kulturze miejsce religii jest w szkole. Według nich wyrzucanie religii ze szkoły byłoby powrotem do czasów z PRL-u. Jeżeli taka jest wola rodziców, to religia powinna być w szkole, ale szkoły nie muszą być finansowane przez państwo. Powinny być raczej prywatne, a dla chętnych może być także nauczanie domowe. Katecheza w szkole państwowej to poparcie dla istniejącego modelu państwa opiekuńczego. W Polsce brakuje nam odwoływania się do wątku wolnościowego. Nie wszyscy muszą przecież czytać takie same lektury.

Skutkiem obecnej polityki państwa jest brak u nas wiary w to, że ludzie sami mogą budować szkoły i zatrudniać nauczycieli. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Kryzys wywołany koronawirusem może być szansą. Edukacja domowa okazuje się być lepszą od państwowej i przymusowej szkoły. Rodzice, którzy uczą dzieci w domu, nawet nie zauważyli, że na czas koronawirusa szkoły zostały zamknięte.

——————

Forum Polskiej Gospodarki,  Nr 1/2020, str. 19.

Fot.

1 thought on “Nie wszyscy muszą czytać takie same lektury

  1. Odpowiedz
    Piotr - 18 sierpnia, 2020

    Ostatnio zacząłem oglądać Free to choose z Miltonem Friedmanem który m.in. sądzi że kryzys jest dobry bo dzięki niemu można przeprowadzić bardziej radyklane zmiany. Ciekawe co zaproponowałby w dzisiejszych czasach na walkę z Covid kryzysem? To raczej pytanie retoryczne 😉 Pozdrowienia i szczęść Boże 😇

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top