Tymczasowy płot na granicy węgiersko-serbskiej

Wiele mówi się na Zachodzie o Węgrach i ich niechęci do uchodźców, ponieważ zbudowali na swojej granicy z Serbią płot. W niedzielę 21 września rozmawiałem na ten temat z o. Grzegorzem Burbełą SVD, misjonarzem werbistą, który od 20 lat pracuje w tym kraju.  

– Grzegorzu, w sierpniu pojechałem na Węgry zobaczyć płot, który Victor Orbán postawił na granicy węgiersko-serbskiej w 2015 r. Jak wspominasz czas kryzysu migracyjnego w Budapeszcie?

– Mass media pokazywały potężny napór uchodźców, którzy zaczęli przechodzić przez Węgry. Autostrada z Budapesztu do Wiednia była pełna uchodźców. Wojsko i policja pomagała im przedostać się przez Budapeszt. Kierowali się w stronę Niemiec i Austrii. Telewizja pokazywała różne obrazy. BBC pokazywała, że policja i wojsko nie troszczy się o ludzi, a media węgierskie pokazywały obrazy policji i wojska, którzy roznoszą wodę wśród uchodźców.

W 2015 pojawił się nagły napływ uchodźców, ale uchodźcy przybywali na Węgry już dużo wcześniej i przekraczali nielegalnie granice. Do końca 2014 r. przyjmowano uchodźców, ale w 2015 r. sytuacja wymknęła się spod kontroli rządu. Postanowiono zbudować płot na granicy węgiersko-serbskiej. Chodziło o kwestię bezpieczeństwa, zwłaszcza rodzin mieszkających przy granicy. Oczywiście wśród uchodźców byli różni ludzi. Nie wszyscy przyjechali w poszukiwaniu lepszego życia i uciekali przed przemocą. Rozwijała się także przestępczość i należało coś z tym zrobić.

– Jak pomagaliście uchodźcom?

– Do 2016 było wiele na Węgrzech obozów dla uchodźców. Na terenie mojej parafii w Bicske też był obóz dla uchodźców. Wcześniej, gdy byłem w Budapeszcie, pomagaliśmy uchodźcy z  Afryki. Węgrzy pomagali uchodźcom, którzy chcieli pozostać na Węgrzech. O tym mało mówi się w mass mediach. Więcej mówiono o przestępczości, a przecież byli uchodźcy, którzy zaaklimatyzowali się dobrze w tym kraju.

Popatrzmy na statystkę. W roku 2016 rząd węgierski przyznał azyl 154 uchodźcom, a 271 osób otrzymały status osoby chronionej i 7 status przyjęcia, a 4675 zostały nie przyjęte (ich wnioski zostały odrzucone). 31 lipca 2017 roku na Węgrzech było: 1833 uchodźców z azylem, 1542 osoby chronione i 49 ze statusem przyjęty.

Nie można powiedzieć, że Węgry się totalnie zamknęły. Problem polegał na tym, że większość nie chciała zostać na Węgrzech. Caritas węgierski stawiał dla uchodźców namioty, ale większość tych ludzi nie chciała tam zostać. Zostawiali to, co otrzymali i szli dalej. Taka ich postawa oraz przypadki przestępczości przyczyniła się do powstania płotu. Później zaczęto likwidować obozy. Także nasz na terenie parafii w Bicske sami ludzi prosili o zamkniecie obozu ze względu na bezpieczeństwo.

Obozy na przejściach granicznych w Röszke i Tompa w 2016, fot. Merényi Zita, Magyar Kurír (Węgry)

– Widzą was jednak inaczej. Co miało na to wpływ?

Wiktor Orbán zrobił referendum narodowe jakieś dwa lata temu i zapytał Węgrów, czy chcą przyjąć uchodźców. Chodziło o unijną obowiązkową relokację uchodźców między państwami członkowskimi Unii. Około 3 mln Węgrów opowiedziało są przeciwni obowiązkowej relokacji. Zabrzmiało to bardzo mocno. Węgrzy mogą przyjąć uchodźców, ale to musi być ich wewnętrzna sprawa i nikt nie może im tego narzucić. Podobnie zresztą zrobiono w Polsce.

Węgrzy czują się teraz bezpieczniej. Tylko w ostatnim tygodniu odesłano 757 imigrantów, którzy próbowali przedostać się przez granicę, a 68 osób zostało zatrzymanych i będę przesłuchani. Migranci mówią, że oni mają prawo przejść przez węgierską granicę. Pamiętajmy, że granica węgierska jest także granicą Unii Europejskiej. Jest prawo, który nie pozwala wpuszczać nielegalnych imigrantów. Co jakiś czas słyszymy o tunelach kopanych przez migrantów pod płotem na granicy. W czerwcu telewizja pokazała 25 metrowy tunel.

– Temat przyjmowania uchodźców podzielił Polaków. Podzielił także katolików. A jak było na Węgrzech?

– Mam wrażenie, że większość Węgrów popiera politykę imigracyjną Orbána. Popierają także jego politykę prorodzinną. Na pierwszym miejscu stawiają bezpieczeństwo węgierskich rodzin.

– Kiedy byłem w naszym domu misyjnym Nazaret w Budapeszcie, spotkałem tam naszych współbraci z Indii i Indonezji. Mówią podobnie jak ty, że Węgrzy dobrze postąpili, stawiając płot na granic węgiersko-serbskiej. Co na ten temat mówicie? Sami przecież jesteście imigrantami?

Współbracia z Indii i Indonezji żyją w krajach, gdzie chrześcijanie są w mniejszości. Dla nich poczucie bezpieczeństwo jest bardzo ważne.

– Rozwiałem z o. Sebastianem z Indii, który od 17 lat pracuje na Węgrzech. Wspomina swój lot samolotem z Rzymu do Budapesztu. Było to około 3 lat temu. Siedziała obok niego Węgierka, która zaczęła z nim rozmowę po angielsku. Widząc jego ciemną karnację skóry, zaczęła mówić o uchodźcach i o tym, że nie zgadza się z antyimigracyjną polityką rządu węgierskiego. Wtedy Sebastian odpowiedział jej po węgiersku. Powiedział, że jest misjonarzem i migrantem. Powiedział, że jest przeciwko imigrantom, którzy nie szanują węgierskiej kultury.

– Kwestia szanowania kultury, bronienia rodziny i własnego domu jest sprawą zasadniczą. Sebastian pochodzi z Indii i żyjąc w mniejszości rozumie to bardzo dobrze. Były przypadki przy granicy serbskiej, że właściciel wyszedł z domu i nie mógł już do niego wrócić, ponieważ weszli do niego migranci i zamknęli drzwi od środka. Każdy ma prawo do bronienia swojej własności. Węgry są narodem gościnnym. To król Stefan powiedział, że naród jest silny wtedy, kiedy potrafi przyjąć inne narody. Węgry były przez wieki państwem wielonarodowym. Tutaj mieszkali Serbowie, Chorwaci, Niemcy…  Współistnienie z innymi narodami Węgrzy mają we krwi i nie jest to dla nich nic nowego.

– Wróćmy do wydarzeń z 2015 r. Caritas węgierski pomagał uchodźcom. Co w tym czasie robili werbiści?  

– Rozważaliśmy podjęcie pracy z uchodźcami, podobnie jak robią to inne werbistowskie prowincje w Europie. Jest to jeden z naszych priorytetów. Na Kapitułach Prowincjalnych w 2012 i 2015 roku rozważaliśmy następujące propozycje. Pierwszą była praca wśród Chińczyków, ponieważ mamy ciągle rosnącą liczbę chińskich imigrantów na Węgrzech. Drugą propozycją była praca z mniejszością romską, a trzecia z uchodźcami. Zdecydowaliśmy, że zajmiemy się mniejszością romską. Jest ich na Węgrzech prawdopodobnie około 700.000 – 800.000 tys na 9, 6 mln mieszkańców. Nie podjęliśmy pracy z uchodźcami, ponieważ widzieliśmy, że pracuje z nimi Caritas oraz jezuici, którzy prowadzą na Węgrzech Jezuicką Służbę Uchodźcom (Jesuit Refugee Service, JRS). Uchodźcy mogą skorzystać tam z pomocy prawnej i zapisać się na kurs języka węgierskiego. W takiej sytuacji, widząc równocześnie ogromne potrzeby pracy duszpasterskiej wśród Romów, podjęliśmy prace wśród nich już od 2011 roku.

Obozy na przejściach granicznych w Röszke i Tompa w 2016, fot. Merényi Zita, Magyar Kurír (Węgry)

– Budowanie płotów wywołuje dużo kontrowersji. Papież Franciszek mówi, ze chrześcijanie mają budować mosty, a nie płoty. Węgrzy są mocna za to krytykowani.

– Rząd węgierski jest otwarty na przyjęcie tylko tych, którzy chcą zostać na Węgrzech i mają prawdziwy powód.  Węgry i Orbán nie są zamknięci na uchodźców. Nie chcą wpuścić tylko tych, którzy stanowią zagrożenie i nie szanują ich kultury. Nie wszyscy krytykują. Z perspektywy czasu widzą to inaczej. Węgry są bezpiecznym krajem. Przyjeżdżają tu i kupują ziemię rodziny z Austrii i Niemiec. Polityka Orbána w kwestii bezpieczeństwa jest słuszna. Rząd węgierski stworzył specjalną komórkę przy swoim rządzie do pomocy prześladowanym chrześcijanom na Bliskim Wschodzie i w krajach dotkniętych konfliktami zbrojnymi, skąd pochodzą uchodźcy. Rząd pomógł przy odbudowie zniszczonych domów i kościołów chrześcijan w Iraku.  Pomógł także chrześcijanom w Syrii.

– Traktat z Trianon pozbawił Węgry dwóch trzecich ich terytorium i ponad 3 mln Węgrów znalazło się poza granicami swojego kraju. Jak perspektywa historyczna pomaga w zrozumieniu obecnej sytuacji?

– Traktat z 1920 r. nie jest przez Węgrów nazywany traktatem pokojowym. Mówi się o Dniu Jedności Narodowej. Rok 1920 jest wspominany jako bolesny czas. W dniu 4 czerwca mówi się o solidarności wszystkich Węgrów w Rumuni, na Ukrainie, w Chorwacji, Serbii i na Słowacji. Wszyscy są jednym narodem. W tym kierunku idzie polityka rządu, by pomagać Węgrom poza granicami kraju, którzy w niektórych częściach wcale nie są mniejszością. Rząd wspomaga na przykład szkoły na Ukrainie i Rumunii, by Węgrzy mogli uczyć się w swoim języku. Dla Węgrów ważna jest jedność wszystkich Węgrów w Basenie Karpackim.

– Węgrzy, którzy znaleźli się wtedy poza granicami Węgier, byli przymusowymi przesiedleńcami.

– W pewnym sensie tak, choć ta sytuacja zmienia się. Jest to już kolejne pokolenie Węgrów, ale napięcia ciągle pozostają. Rząd węgierski stara się pomagać Węgrom na Ukrainie i w Transylwanii, by młodzież mogła uczyć się i zdawać matury po węgiersku. Unia Europejska podkreśla prawa mniejszości narodowych i to pomaga. Rumuni muszą teraz bardziej szanować prawa Węgrów.  W Transylwanii (cześć obecnej Rumunii) w wielu miejscach Węgrzy są większością do dziś, w niektórych wioskach i miastach jest ich nawet 90 proc.

– Duża część Węgrów przebywa poza granicami Węgier. Warto o tym pamiętać w kontekście naszych rozmów o kryzysie migracyjnym. Węgrzy mają za sobą bardzo bolesne doświadczenia.

– Zgadza się. W tej chwili jest ok. 14 mln Węgrów na świecie, a w tym 9, 7 mln w kraju w obecnych granicach.

– Płot na granicy węgiersko-serbskiej jest tymczasowy. Co to znaczy? Kiedy to się wszystko skończy?

– Rozwiązanie nie jest tutaj. Należy pomagać rozwiązywać problemy tam, skąd pochodzą uchodźcy. Tak długo, jak tam nie będzie pokoju i sprawiedliwości, obawiam się, że ten płot pozostanie. Polski ten problem nie dotyczy bezpośrednio. Macie też zewnętrzne granice Unii Europejskiej, ale obecnie jesteście daleko od bałtyckiego szlaku migracyjnego. Osobiście nie chciałbym mieszkać przy granicy węgierskiej, gdyby nie byłoby płotu i ochrony ze strony policji i wojska.

– Dziękuję za rozmowę, która przybliża nam sytuację kryzysu migracyjnego na Węgrzech i sposób, w jaki patrzy na to misjonarz, który żyje tam od 20 lat i towarzyszy Węgrom w przeżywanych przez nich obawach i trosce o bezpieczeństwo…

Jeszcze jedna rzecz na zakończenie. Jako misjonarz widzę, jak ważną rzeczą jest przekazywanie rzetelnych informacji w mass mediach. Nie można nigdy uogólniać. Podobnie jak w życiu, również wśród uchodźców i migrantów są różni ludzi, dobrzy i źli. Nie wszyscy są przestępcami. Zapytałem kiedyś pewnego Węgra, co myślisz, czy jest na świecie dobry muzułmanin? Nie potrafił mi na to pytanie odpowiedzieć. To bardzo mnie zmartwiło i do dzisiaj za mną chodzi. Rolą Kościoła jest pokazywanie dobra. Za dużo zła jest w mass mediach. To zniekształca obraz świat i obraz uchodźców. Patrzymy wtedy również stereotypowo na Romów, a to nie pomaga w nawiązywaniu z nimi relacji. Miałem dzisiaj chrzest romskiego dziecka w mojej parafii. Romowie weszli do pomieszczenia, gdzie mamy Msze św. (wieże Kościoła mamy w renowacji i nie możemy tam odprawiać Mszy świętej niedzielnej), ale zaraz z niego wyszli. Zaczęliśmy  rozmowę. Powiedzieli mi, że połowa ludzi, która tam jest, ich osądza, patrzy na nich negatywnie, widzi tylko to, co jest złe. Podobnie jest z uchodźcami. Należy bronić swoich wartości i kultury, swoich rodzin i narodu, ale jako misjonarze musimy uczyć ludzi, że wśród migrantów są ludzie, którzy poszukują lepszych warunków życia i nie wszyscy są przestępcami czy najeźdźcami, nie należy osądzać człowieka, zanim się go nie pozna.

– Zgadza się. Jedno negatywne doświadczenie nie powinno przysłonić nam całej złożonej rzeczywistości.

– I na tym polega nasze zadanie jako misjonarzy, by pomagać ludziom zobaczyć świat z perspektywy Ewangelii.

– Jeszcze raz dziękuję. Szczęść Boże!

o. Grzegorz Burbeła SVD ze współbratem z Indonezji o. Bonawenturą Ngara przed plebanią w Bicske, fot. Jacek Gniadek SVD

Zdjęcie u góry: Tymczasowy płot na granicy węgiersko-serbskiej w okolicach przejścia granicznego w Röszke, fot. Jacek Gniadek SVD

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to top