Pozwólcie działać

XVI Niedziela Zwykła A
Mdr 12,13.16–19, Rz 8,26–27; Mt 13,24-43

Wsłuchując się w dzisiejszą przypowieść o pszenicy i chwaście, naszej uwadze umyka często fakt, że pszenica była początkowo dziką rośliną. Około dziesięć tysięcy lat temu nasi przodkowie na Bliskim Wschodzie „udomowili” pierwsze zboża, które stały się podstawą ludzkiego wyżywienia. Był to gigantyczny przełom w dziejach ludzkości.

Cierpliwość gospodarza

Przykład ten pokazuje, że ta sama życiowa energia może być wykorzystana dla dobrych i złych celów. To dlatego w dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi: „Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa” (Mt 13, 30). Jest to zdanie kluczowe w dzisiejszej przypowieści.

W ziemskim życiu ludzi jest wskazana cierpliwość i tolerancja aż do ostatecznego oddzielenia dobra od zła. Trujące chwasty, o których Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii, to prawdopodobnie „kąkol”, który w początkowej fazie wzrostu swoim wyglądem przypominał pszenicę i można go było od niej odróżnić dopiero po uformowaniu się kłosów.

Jezus zna bardzo dobrze ludzką naturę i wie, że bez względu na epokę w każdym człowieku pojawia się pokusa usunięcia zła własnymi sposobami. Człowiek chciałby wszystko wokół siebie powyrywać i zasiać jeszcze raz na nowo. Chęć naprawy świata przeradza się wtedy w walkę przeciwko konkretnemu człowiekowi. Chcąc wykorzenić zło w świecie, niecierpliwy człowiek niszczy w rzeczywistości zasiane w ludzkich sercach Boże ziarno dobra.

Gospodarz, czyli sam Bóg jest cierpliwy i miłosierny. Wie, że nie jest sam na świecie i jego praca będzie zawsze wzbudzać sprzeciw. Nie boi się jednak pozostawić świata takim, jakim on jest. Daruje każdemu człowiekowi nieodzowną przestrzeń wolności, aby jego życie mogło przynieść dobry plon. To jest cel, dla którego Bóg stworzył świat i człowieka. Świat bez wolności nie byłby nigdy światem dobrym (por. Benedykt XVI, Spe salvi 30).

Wolność gospodarcza

Najczęstszą pokusą naprawy świata jest odwieczny pomysł na zbudowanie idealnego społeczeństwa. Ubiegły wiek doświadczył eksperymentu budowania braterstwa pod przymusem, które skończyło się totalitarną tyranią. Dzisiaj człowiek jest pochłonięty tworzeniem nowych utopijnych idei, nie biorąc pod uwagę faktu, że „moc grzechu pozostaje ciągle straszną teraźniejszością” (Spe salvi 36). Według Benedykta XVI każdy kto obiecuje lepszy świat, który miałby nieodwołalnie istnieć raz na zawsze, daje fałszywą obietnicę, gdyż pomija ludzką wolność. Myśląc o budowaniu Królestwa, nie należy marzyć o idealnych warunkach, lecz przyjąć te, które istnieją w rzeczywistości, gdzie wszystko jest nadal ze sobą wymieszane.

Nie oznacza to jednak, że w świecie panuje zupełnie chaos, nad którym może zapanować tylko centralny planista. Adam Smith, który był człowiekiem wierzącym, przy pomocy metafory niewidzialnej ręki opisał mechanizm gospodarki wolnorynkowej. Ten angielski ekonomista podziwiał celowy zamysł Stwórcy, według którego działania poszczególnych jednostek, wynikające z ich egoistycznych chęci zaspokojenia własnych pragnień, przyczyniają się w istocie do zaspokojenia społecznych potrzeb.Ten mechanizm gospodarki wolnorynkowej autor Badań nad naturą i przyczynami bogactwa narodów przedstawił przy pomocy metafory niewidzialnej ręki. 

Dzisiaj istnieje silna pokusa, by wyeliminować w świecie ekonomiczne nierówności. Człowiek zapomina, że te nierówności są wynikiem ludzkich wolnych wyborów. Gospodarz z dzisiejszej przypowieści nie ogranicza i nie kontroluje ludzkich wyborów. Każdy człowiek może wybrać własny cel, do którego może zmierzać w danym mu przez Boga czasie. I człowiek wybiera taki cel, co do którego jest przekonany, że da mu większy zysk i unika wyboru tych, które przyniosłyby mu stratę. Taka jest natura człowieka. W kategoriach zysku i strat myśli nie tylko wtedy, gdy prowadzi przedsiębiorstwo lub kupuje na wolnym rynku towary, ale od takiego sposobu myślenia nie może się uwolnić nawet wtedy, gdy w rachubę wchodzi wybór ostatecznego celu, czyli życia wiecznego. Św. Paweł w liście do Filipian pisze, że „to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę” (Flp 3, 7).

Wolność przemieszczania się

Niecierpliwy człowiek zastanawia się ciągle jak przyspieszyć budowanie Królestwa Bożego na ziemi na własną rękę. Pociąga go pokusa budowania społeczeństwa wielokulturowego. Trudno jednak osiągnąć ten cel bez zasady swobodnego przepływu osób, usług, towarów i kapitału. Restrykcyjna polityka imigracyjna współczesnych państw sprawia, że niewinny człowiek jest traktowany przez rządy tak, jakby jego życie należało do państwa, którym może dobrowolnie rozporządzać i kierować.

Kościół ze swojej natury jest otwarty na każdego człowieka. Uznaje prawo każdego do opuszczenia kraju swego pochodzenia z różnych motywów, żeby szukać lepszych warunków życia w innych krajach (Jan Paweł II, Laborem exercens 23). Nie jest to łatwe do zastosowania w codziennym życiu, gdyż ludzie widzą w nowo przybyłych zagrożenie dla swojej tożsamości kulturowej, religijnej i dobrobytu. Jak to z sobą pogodzić? Jest jeden sposób. Prawo do emigracji musi łączyć się z chrześcijańskim obowiązkiem udzielenia gościnności bez względu na rasę i religię. Spotkanie z obcymi powinno być dla chrześcijan zawsze wyzwaniem do stawania się nieustannie Nowym Ludem Bożym. Uczniowie Chrystusa mogą to osiągnąć, gdy będą gotowi pozostać w świecie, nie chowając się za parawanem własnej kultury, religii i języka. Podczas mowy pożegnalnej Jezus modlił się: „Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego”. Istotne jest tylko to, by w ocenie świata nie mylić dobrego ziarna z chwastem (J 17, 15).

Wolność religijna

Każdego roku ogłaszany jest raport na temat wolności religijnej. W czołówce państw łamiących wolność religijną znajdują się kraje muzułmańskie i reżimy komunistyczne. A jaki jest mój stosunek do ludzi należących do innych religii w moim najbliższym otoczeniu?

Z życia młodego księdza Karola Wojtyły znana jest historia odmowy udzielenia chrztu małemu żydowskiemu dziecku, którego rodzice – Hellena i Mojżesz Hiller – zginęli w niemieckim obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Ta żydowska rodzina przed pójściem do getta powierzyła opiekę nad swoim dwuletnim synkiem polskiej zaprzyjaźnionej rodzinie Jachowiczów. Rok po wojnie Jachowiczowie postanowili go adoptować i wychować w wierze katolickiej. Chcieli to uczynić wbrew ostatniej woli jego rodziców. Kiedy młody Wojtyła dowiedział się o tym, stanowczo odmówił udzielenia sakramentu. Ostatnią wolą żydowskiej rodziny było, aby Jenny Berger, szwagierka Heleny, na wypadek ich śmierci, zatroszczyła się o wychowanie ich syna w wierze żydowskiej. Poprzez swoją decyzję młody Wojtyła pragnął uszanować wolę rodziców. Ze względu na skomplikowane prawo imigracyjne przekazanie dziecka rodzinie za Ocean miało miejsce dopiero trzy lata później. Stanley (pierwotnie nosił imię Shachen), o tym, że miał być wychowany w wierze katolickiej i niezwykłym geście młodego księdza z Krakowa, dowiedział się od swojej polskiej opiekunki dopiero 16 października 1978 r. W tym dniu Wojtyła został wybrany na papieża.

Triumf dobra

Dzisiejsza przypowieść pomaga nam zrozumieć człowieka i jego losy, które od zawsze były widownią współistnienia ze sobą dobra i zła. Jan Paweł II w swojej książce Pamięć i tożsamość (2005) trafnie zauważa, że na tym samym podłożu ludzkiej natury dobro bytuje obok zła, a zło istnieje obok dobra. Pomimo grzechu pierworodnego ludzka natura nie została jednak całkowicie zepsuta. Zachowała zdolność do wydawania z siebie dobra. Każdy nasz dobry czyn i słowo jest tego dowodem. Królestwo Boże jest otwarte dla wszystkich i rozpoczyna się wraz z kiełkowaniem ziarna, a nie dopiero po wyniszczeniu wszystkich grzeszników.

Parafrazując słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii możemy zawołać: „Bądźcie cierpliwi! Pozwólcie innym działać, nawet wtedy, gdy do końca nie rozumiecie ich postępowania”. Dlaczego? Odpowiedź znajdujemy w drugiej części przypowieści. Ostateczny triumf dobra na końcu świata nie będzie dziełem ludzi, lecz dziełem samego Boga. Będzie to dzieło Jego sądu, a nie naszej ludzkiej sprawiedliwości. Królestwo Boga jest do końca otwarte dla dobrych i złych. Ostatecznego oddzielenia dobra od zła Bóg dokona nie przy pomocy ludzi, ale przy pomocy „żeńców”, którzy są aniołami (Mt 13, 39; 41). To ostatecznie Bóg, a nie ludzie, w odpowiednim czasie oddzieli sprawiedliwych od niesprawiedliwych. Ludzie będą sądzeni według okazanego im Bożego miłosierdzia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *