Grudzień poświęciłem na przygotowanie trasy na pierwszą edycję Ekstremalnej Drogi Krzyżowej na pustyni Atakama w okolicy Huara. To właśnie tutaj, przy drewnianym kościele pw. Najświętszego Zbawiciela, którego proboszczem jest polski werbista o. Karol Gajer SVD, wyznaczyłem początek i koniec 40-kilometrowej pętli. Historia powstania tego kościoła jest ściśle związana z epoką wydobycia saletry. Kiedyś istniała tu prężna parafia, a dziś na niedzielną mszę świętą przychodzi zaledwie kilka starszych osób.
Podczas przygotowywania trasy chodziłem po pustynnych ścieżkach i mijałem opuszczone oficinas salitreras (pol. kopalnie i zakłady przetwórcze saletry). Co jakiś czas natrafiałem na nasypy kolejowe, po których niegdyś kursowały pociągi z saletrą. W okresie boomu saletrzanego w drugiej połowie XIX wieku pracowało tu około 18-25 tysięcy osób, zaangażowanych bezpośrednio w wydobycie i przetwarzanie tego surowca. Wokół kopalń i zakładów powstawały kompleksy mieszkalne z pełną infrastrukturą, niezbędną dla ich rodzin. Najbardziej znanym z nich jest Humberstone, gdzie znajdowały się nie tylko domy, ale także rynek, kościół, kino, basen, sklepy, gabinet lekarski, teatr, a w Santa Laura – kort tenisowy. Dziś nie ma tu nikogo, a o ich istnieniu przypominają jedynie pustynne cmentarze.
Na początku XX wieku niemiecki chemik Fritz Haber oraz inżynier Carl Bosch wynaleźli i spopularyzowali tanią metodę produkcji syntetycznego amoniaku i nawozów azotowych. Pierwsza wojna światowa zwiększyła zapotrzebowanie na saletrę do prochu strzelniczego, co przyniosło Chile ostatni duży boom. Sytuacja uległa zmianie w okresie międzywojennym, kiedy w Europie i USA masowo zaczęto budować fabryki amoniaku syntetycznego. Dodatkowo Wielki Kryzys lat 1929-1933 przyczynił się do załamania popytu na nawozy na całym świecie, co skutkowało katastrofalnym spadkiem eksportu i masowym zamykaniem chilijskich kopalń.
Na początku XX wieku masowa produkcja nawozów sztucznych pozbawiła pracy tysiące ludzi, zmuszając ich do opuszczenia swoich domów. Przez dekady automatyzacja dotykała głównie prostych prac fizycznych. Dziś po raz pierwszy na dużą skalę sztuczna inteligencja uderza w zawody, które dotychczas uważano za przyszłościowe i bezpieczne przed maszynami: tłumaczy, księgowych, programistów, grafików, a nawet prawników i lekarzy.
Czy wobec tego powinniśmy obawiać się przyszłości? Ks. Robert Skrzypczak w artykule „Głos proroka na cybernetycznej pustyni” w Gościu Niedzielnym porównuje współczesną rzeczywistość cyfrową do cybernetycznej pustyni, w której łatwo o zagubienie duchowe i moralne. Zauważa, że demiurdzy technologii „umieścili grzech pierworodny w sercu sztucznej inteligencji”. Ks. Skrzypczak odwołuje się do Petera Thiela, niemieckoamerykańskiego miliardera i współzałożyciela PayPala, który twierdzi, że sztuczna inteligencja w dużej mierze powtarza i amplifikuje ludzkie błędy, ponieważ jest trenowana na danych generowanych przez ludzi, co przenosi ich uprzedzenia, niedoskonałości i ograniczenia. Modele sztucznej inteligencji uczą się z ogromnych zbiorów danych (np. tekstów internetowych), które odzwierciedlają ludzkie stereotypy. Thiel, określany jako konserwatywny libertarianin, jest ogólnie pro-technologiczny i promuje decentralizowane podejście do sztucznej inteligencji, aby uniknąć koncentracji władzy. Podkreśla jednak, że panika wokół sztucznej inteligencji może być wykorzystywana do uzasadnienia kontroli społecznej, co jest według niego prawdziwym zagrożeniem.
Grzechem pierworodnym obarczone są wszystkie wynalazki, a nie tylko sztuczna inteligencja. Człowiek jest niedoskonały i nie potrafi przewidzieć wszystkich konsekwencji swoich wynalazków. Nie zna również przyszłości, ale nie powinien się obawiać. Friedrich von Hayek w książce „Zgubna pycha rozumu. O błędach socjalizmu” pisał, że żaden system kontroli, planowania centralnego ani mechanizmy stworzone przez człowieka nie są w stanie przewidzieć i zablokować wszystkich możliwych sposobów działania, które ludzie wymyślą, gdy mają wystarczającą motywację.
Pod koniec XIX wieku w paryskich kawiarniach toczyły się ożywione debaty na temat rosnącej liczby dorożek i koni, które codziennie produkowały setki ton odchodów. Do 1900 roku w Paryżu funkcjonowało już 10 000 dorożek, a całkowita populacja koni wynosiła około 80 000. Te zwierzęta wymagały odpowiedniego wyżywienia, a odpady po nich musiały być utylizowane. Problem wydawał się wręcz nierozwiązywalny, ponieważ rosnąca liczba mieszkańców miast pociągała za sobą potrzebę większej liczby koni do transportu ludzi i towarów, co z kolei generowało jeszcze więcej odpadów. Rozwiązanie nadeszło z nieoczekiwanej strony: rozwój technologii oraz upowszechnienie silników spalinowych i elektrycznych tramwajów sprawiły, że „koński problem” nagle przestał istnieć. Ostatni konny omnibus w Paryżu został wycofany z regularnej eksploatacji w styczniu 1913 roku.
Zagrożeniem dla świata nie jest sztuczna inteligencja. Jest nim sztuczna inteligencja w rękach grzesznego człowieka.
————–
Komunikaty SVD, luty 2026, str. 14-15.
Zdjęcie u góry: Santa Laura – opuszczona kopalnia saletry. Fot. Jacek Gniadek SVD.

Cmentarz w Huara, Chile. Fot. Jacek Gniadek SVD
